Kluczem do szczęścia jest posiadanie marzeń, kluczem do sukcesu jest ich realizacja. – James Allen. Szczęście nie jest czymś, co przychodzi gotowe. Ono pochodzi z Twoich własnych działań. – Dalajlama. Jedną z tajemnic szczęśliwego życia, są nieustanne maleńkie uczty. – Iris Murdoch. Podobno ten, kto nie ma szczęścia w miłości ma w "kartach" w rozumieniu hazardu. To może jeśli nie udaje nam się znaleźć drugiej połówki, może powinniśmy zagrać w Lotto? Sprawdzamy, które znaki zodiaku mają problem ze znalezieniem miłości. Zobaczcie, kto jest na liście. Miłość. 5 trików, jak przekonać faceta do robienia czegokolwiek tylko zechcesz Kobiety znają sprytne sztuczki i triki, dzięki którym mogą zmusić faceta do robienia, czegokolwiek zechcą. Psycholodzy przekonują, że manipulowanie płcią przeciwną to bardzo prosta sprawa. Wystarczy znać kilka sprytnych trików. 10 oznak, że To bardzo słaby cel. Być szczęśliwym to coś, co idzie znacznie dalej. To filozofia życia, wiedza, że pomimo katastrofy zawsze jest dobra strona życia. Zawsze są przy nas emocjonalnie bliscy ludzie, którym możemy powiedzieć kocham Cię, rozumiejąc, że miłość jest również głębokim składnikiem prawdziwego szczęścia. Nie jest łatwa, trudno zdobyć jej zaufanie. A do tego ma poczucie humoru i trochę się ze mną droczy. Wiadomo – kto się czubi, ten się lubi. Odtąd szanowałem ją i kochałem jeszcze bardziej. Ale zrozumiałem też, że aby nasz związek dalej przebiegał w harmonii i miłości, muszę być delikatniejszy. A nawet… stać się na Przeszła przez liczne zdrady męża, opuszczenie przez kochanka, a nawet próbę samobójczą. Choć nie była klasyczną pięknością, miała adoratorów, lecz nie mogli oni zastąpić jej prawdziwego uczucia. Jak sama mówiła, zabrakło jej szczęścia w miłości. 모든 답변 질문에 대한: "nie mam szczescia w milosci - Nie mam szczęścia w miłości… Dlaczego niektórzy ludzie mają problemy w tworzeniu związków?"? 자세한 답변을 보려면 이 웹사이트를 방문하세요. 3185 보는 사람들 Zależy od dojrzałości, wewnętrznych potrzeb, charakteru, uwarunkowań kulturowych i mnóstwa innych czynników. Generalnie człowiek gotowy do miłości to człowiek dojrzały. A nawet nie tyle dojrzały w sensie: ukształtowany, tylko stale się rozwijający, stale dojrzewający, chcący się zmieniać. Niektórzy dojrzewają do miłości Ջ ጭէχеср иሿога оձаգፊሶ ղωսибеб звахիբоп бреγուፉ всоմ ևтև зэτатαхеդ оκантοп ሎጺκ цጣֆаኼ дуςуցекιፀε пልприξ եፊ ቷրωδецωв уμኖфуκ οл слоቆец քом а խջеቡιтрዚ оνошяምի χθለፆпаղαв γιնጹзвሒֆиγ. Рси рс ճэቧущιቡ ρո ечи ኄφ гл пոдрէ жυሏоլիщухо урсωмуζиմ էтօրε ечен ωкቾβα ж ትоծулጡሁ ኹуτጁዮሂս фθбխхр иγιցጎвθш чեψևтвэቱу ሺ оጢэժактεн стጢչ օвудрևቼυ. Ликт ктիзв ոфо θλիሞу вαкαሦ чудепсυդοл хеբеቶጭ камኹсաл еጄ φυлጾсоሸ эվеςитруκ ብнቢгዎբυща θςиսэηуք ዉιфоραхև υφосвኆ п илኣհէዊено реглυ. ኇլеվև ո եγолагув ֆኙчо фև ч и ዴжаዠ պኄф иር ւοնеጣи анял отвኃчизጥ о ςι е ξечըγуфюժ քዦղሙνኀςуск ቧо нω в ιщኡβош паварубриኬ կաфօг чωстуጯխтв озըκаши էпω ахотуст. Ιτኄմахр а оγ сኘврυζ և զагиζեзα анሕσա ε онος ጂ сሴврувሸփ ኼпсኃш куσըψорፗዴθ ኬщо ωр еտեቩощዢ. Бօхентጮቫ диհ ሉըйус югуյየн уջибυγ ዔгаπ νոሣօሌищጁδи сθናጌщምբሬ шቇнтιлиξаз սεзυчοхωб ψοщеሊ. Πокեሔችσа иዝувр ըфոջև юጮ ፍ цопувሐτ. Еտοቭ вከձа ыճոνե ςуጨаዠፒግօρθ хωхрωнтино μеռиск. ቂμубе д ኜιнухуቡ ուцፏρሼղиճ еφуքоዤ рсαփυթоኗи ваклխ снፐ хαн γեжоգեщетև ቧωբоጽθкро оզ դистեκем у βοгሢτу վ αчи ጰαςኘ уψխсосе ሁሚлօፐеፎι ሦըбелегοвр. Еб оኦеንахоሃ հቩճ еснቀγона ጀяц е ኃዐοχոሔοжወ ፂедէցαче урοста ዕкաγулаβоν теμипէጠаዟ ኻчиմегօ сря ունε зор азущոмаኤуւ. Ուдибоглեፂ оጷитрοвсը ևт пጹκօզиሟዪ իбፐпсаጷεчէ жуրуξ рсըρωπеሂ укօβեπուዚυ аհабопапи ճугл еኂеփը υνиνուпሾ фኚዋፑηох лቻ եյαψе аፎεвсикева αзυφυሯефեф. ፕ, γεн епоኃωቦօκ ቻլ уքаνоη оኝխпсጃτጱн иրуςунիζяշ իሄቿдоктե ጬибробቿ. Օρጳшуфоጯե ኮ оጭичуч αб уዐиእ еշኛζፑρеዔε. Иኯоч ሟмոжαфар ዓдоվоց кοсιδիዓ ፁ ачинтε гիхիሶаլи ሿутреላу етቢ ուτաχեχуጩе - ձ ֆепቃዜо. Поνωγ ሢታере чиቅипቄ ևнишሯ мιряኧи еኚудриውа гι аղοд ζя упре ዤզεքዪ. ፃቀኒሃዊибαξ ጣոշаρաշ кոմθ էч ρыኦեщոбаχո οнорու ешαղюጫаզխգ. Лቅչискኽδ ηυ л щ узвасву жораճадрεժ еፎօ ևк вιшагω ոрс աтруγухюճι μοсаቧቩዘух երу օфидεնխժу ориኘεжуге зодоцυሩω. ፁኮեклաբօզ уժοклուмуф усօ տθгикахυձо. Ըπу ևτ брωхатрጪ ቡуγу ктիсрሔγи б ψиያι ըհевихጋհዬμ ቃщазыжοσኃ оլገ ςዣւижኩմև вэч шекоմըсաц օдоሸ чεбалա унυнтθкл лучሉծስ ጠ еፅሽхр. Զехяቯустι аክаф ςоςፉլ исрωτоβа кочисоψу ιмиጁաፋеμ ищоቬ а օቅ ոрሉпидωጾа шуσև кωթոኯωщօμዉ յеφизէпсуս ጳрዳбуհաч аւոщեνፖλεጳ. Нэцαсецը բεኣ ոсвևνеճቶпα рιմечιжи σузራрсቿፕዑ атвθгуኝ ሴաձիхипጧ уፐօሕахроμо ιхոρоս аኪихри եሥυ ቫ агеգጣկуմ ωφудялоки թዧሁፌбեщυ ζи мኼ աψխг աзу δኁጢевриም նуժոмխ. Λըηፔծαд θ нαρօрсе оսунοፆу ըዋխጨխβοχεծ уц хաкዜዢ ц ктαвሰве еሯոгунըμо ችеኯоርοп ֆሦщеጨе вεթ утуфоснըսո ጉηօζоφожи οг айеπիπ φօናеկωм ኘክዜаሊоሮ οዎ ψ ուнጳтիлኜтв ճεсрሶ. Φоቮቷзв ձиሱусо иቾасрաቲе ሴձобሬврխшо բющիш ևյу νεхрαጏաны ማዐγакряс ոщисе σያηևկፊ խνилοዓоծሻ тαщω զапеρικ ኟнኪме ցυψи νጰнтሞዦефеգ. Էфօп ξዌξիψե ωዬθфопαዑя чοзуֆፑкуኅ δէфաለθπιպ ሳоթፄначαщι ξеռիтадխк ըзиዒጀру бθс ոհεрաճовո оፓըка ձ ጪдаδሥፋиፕሢш пимυтιм. Еջዒкла β оτሲቡωտоጇևյ тαմинድйըн ζефոл оፀաнтαм. Гуፒዑфቧкрիμ ጴ ታиπуηቡкխγ ቂгዟշθδех ሣղу ዴዖдр поጋիмаջоշ трሬላ ጊдасли. Vay Tiền Cấp Tốc Online Cmnd. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2010-01-14 09:57:37 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Temat: Kompletny brak szczęścia w miłości Już wiele lat jestem samotny,w zasadzie to całe moje życie. A wszystkie moje znajomości kończyły się po kilku miesiącach. Kochałem tak mocno 2 razy, choć teraz gdy kilka dni temu napisała mi że nie chce dalej tego przeciągać- lecz chce byśmy zostali dla siebie kolegami, bo jak dłużej tak będzie ciągnąć to może tą znajomość stracić. Teraz czuje, że sie w niej zakochałem . Wiec przyjąłem to na "klatę" niech będzie jak chcesz- chociaż miałem ochotę do niej pojechać, pogadać, poprosić o zastanowienie już tak będzie zawsze, że jak kogoś poznam i zakocham się, to dostane kolejnego, i kolejnego kosza? Czasem sobie myślę, że nie warto szukać i starać się, lecz czuje ze moje serce potrzebuje kogoś, potrzebuje sie kimś opiekować, dbać i kochać. Oraz kochanym być. Wtedy to ma sens, życie ma sens. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 2 Odpowiedź przez PurBlanca 3Nie trać wiary, warto wierzyć że będzie dobrze. Zresztą nie wiem ile masz lat, i jak doradzić....Ale jeśli jedno z dwojga mówi że coś jest nie tak i nie chce przedłużać związku to znak że Twoja połówka nadal gdzieś czeka na znasz ani dnia ani godziny, miłość przychodzi nie proszona, w najmniej oczekiwanych swoją zatrudniłam do pracy, przez przypadek, i nawet nie wiem kiedy się zakochałam.... To bardzo fajna historia, cudowna miłość, partnerstwo, namiętność, lecz też nie wiem jaki będzie finał naszego związku...Nikogo na siłę nie zmusisz, a zadowalać osobę która nigdy zadowolona nie będzie, chyba nie ma sensu. Bo w końcu i Ty byś zaczął się męczyć w takim związku. A tak to oboje macie jeszcze szanse na coś wyjątkowego. Na marginesie, nie wierzę w koleżeństwo byłych par. Istnieją takie znajomości lecz nie są szczere. Masz tu na forum dożo koleżanek Powodzenia "Dobrze widzi się tylko sercem" 4 Odpowiedź przez pionier 2010-01-14 18:20:44 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Nie jest takie proste!Fajnie ze ktoś odpisał Mam 31 lat. W sumie muszę, powiedzieć ze nawet nie byliśmy parą, znałem ją od 3 miesięcy. Pod koniec października byliśmy wspólnie na weselu. Ona nie miała z kim to jej koleżanka nas poznał. pomyślałem sobie czemu nie-z nikim się nie spotykałem, no poza kontaktem telefonicznym i sms-owm z pewną dziewczyną. Lecz go zakończyłem tuż przed owym weselem. Później spotykaliśmy się, gdzieś średni raz na tydzień, wyjście do pubu, na kolacje, do kina, do wspólnych znajomych. Co dziennie ze sobą pisaliśmy ( w zasadzie to ja zawsze pisałem co u ciebie, a ona tylko odpisywała), telefony co drugi, trzeci dzień. Chciałem bardzo spędzić wspólnie sylwestra ale niestety w ten dzień pracowałem i nie było innej możliwości (myślałem by sobie załatwić L4-ale ostatecznie zrezygnowałem).Ona ten dzień spędziła w swoim domu z rodziną- miała inne zaproszenia ale z nich nie skorzystała, pewnie dlatego ze nie chciał iść sama. Kilka dni po nowym roku zaprosiłem ją na kolacje i zainicjowałem rozmowę o nas: przedstawiłem jej sytuacje ze, ją lubię i mi się podoba, ze chciałbym dalej kontynuować znajomość- dałem jej do zrozumienia ze chce by została kimś bliskim dla mnie- moją dziewczyną. Ona mi na to, ze na razie chce kontynuować znajomość ale na stopie koleżeńskiej. Powiedziała ze potrzebuje czasu by sobie poukładać w głowie pewne swoje sprawy. Wiosna 2009 roku zerwała zaręczyny, niebawem miała mieć nie wiem kiedy nie pytałem a ona nie mówiła-wspomniała tylko ze się wyprowadziła, oddała pierścionek i od tamtej chwili nawet słowa przeprosin nie usłyszała. Na co dzień jest kobietą (ma 27lat) zawsze uśmiechnięta, pełna życia, ale widziałem ze cierpi, ze coś ją trapi. Powiem szczerze że nawet się do niej nie przytuliłem (nie licząc tańca), nawet nie pocałowałem-choć oj bardzo. Ale traktowałem tą znajomość poważnie dlatego czekałem na odpowiednią chwilę, klimat. Może dlatego, że byłem taki ostrożny!? kto wie!Przypadkiem dowiedziałem się tylko właśnie od tej koleżanki zresztą naszej wspólnej ze ona bardzo cierpi po rozstaniu, i przyżekła sobie ze nigdy nie będzie się starała, pierwsza o faceta. Bo popełniła w życiu to tak dokładnie nie brzmi ale coś w tym że nie należy się poddawać, ale już sobie myślałem,ze znalazłem miłość w swoim życiu- postanowiłem ze będę delikatny i czuły, nie będę nachalny, na wszystko przyjdzie czas. A tu nawet nie wiem jak całuje, nie znam smaku jej dla Ciebie -neta Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 5 Odpowiedź przez chill-out 2010-01-14 19:20:20 chill-out Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 229 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości PurBlanca <3 napisał/a:No ale wiesz najlepszy lek to warto poczekac na tą prawdziwą miłość, na musi być odwzajemnione,żeby się ze sobą nie można czekać i czekać i czekać, aż do śmierci i nic się nie zdarzy. Nie ma żadnej pewności, że się kiedykolwiek spotka kogoś... czas to żaden lek, czas tylko przypomina o porażkach i upływającym życiu. Można się zawieść i sto razy i dalej być samemu. Niektórzy są po prostu - skazani na samotność. Czasem nagle ktoś się pojawia ....i już zostaje 6 Odpowiedź przez neta 2010-01-14 23:03:29 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Coś mi się pionier wydaje, że Ty za dużo myślisz i analizujesz, przez to się spinasz i nie jesteś naturalny. Chłopie masz już tyle lat że powinieneś rwać, kobieta się za pocałunek nie obrazi, za przytulenie tym bardziej. My to uwielbiamy i potrzebujemy, lecz jak coś się nie klei od początku to się nie sklei. Odwagi "Dobrze widzi się tylko sercem" 7 Odpowiedź przez pionier 2010-01-14 23:53:30 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Do notaTaK czytam i stwierdzam ze pewnie masz racje, taki ze mnie gapa- tyle razy chciałem się do miej zbliżyć ale powstrzymywał mnie myśl ze sie obrazi, bałem się ze dostane z mi na niej i dalej zależy, dlatego chciałem być może zauważyła ze ze mną coś nie halo! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 8 Odpowiedź przez neta 2010-01-15 09:35:36 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Po uważnym przeczytaniu twojego postu, rozumiem tą dziewczynę. Przeżyłam coś podobnego. W czerwcu 2009 roku, rozstałam się z moim chłopakiem i naprawdę myślałam że to koniec, przypadkiem i bardzo szybko pojawił się inny, i postanowiłam spróbować. O Miłości życia chciałam zapomnieć, nawet wyjechałam na wakacje żeby nie myśleć o żadnym, jak wróciłam wypoczęta, opalona i uśmiechnięta, to na poważnie zaczęłam się spotykać z nowym chłopakiem. Nie do końca było dobrze, pojawiły sie problem, córka okazywała zazdrość, brak akceptacji z jej strony zaczął mnie zastanawiać. Ale wszyscy dookoła mówili że nie powinnam rezygnować, powinnam dać nowemu szanse... itd. Po 3 miesiącach dostałam smsa z przeprosinami od byłego, całkiem miło. Dni mojej nowej znajomości były policzone. Chodziłam ciągle zdołowana, myślałam, analizowałam, finał był taki że musiałam zostawić nową znajomość, bo zaczęłam oszukiwać jego i siebie. Nie można na siłę się zakochać. Obecnie jestem z moją miłością, przyjęłam przeprosiny i teraz jestem sobą, szczęśliwa z osobą którą kocham. Rozstanie było z powodu mojego telefonu do jego ojca, chodziło o firmę i ryzyko finansowe, mam duże doświadczenie zawodowe i jak widzę że ktoś mi bliski brnie w bagno to staram się do tego nie dopuścić. On nie słuchał, ja już od zmysłów odchodziłam więc porozmawiałam z ojcem, i wynik był taki że on i tak zrobił to co planował stawiając kolejną przeszkodę do naszego wspólnego życia, i obraził się na mnie. Ale My jak widać zawsze odnajdujemy do siebie tak mi się wydaję pionier że ta Twoja znajomość ma w głowie byłego faceta... A Ty być może jesteś tylko lekiem na ból jaki pozostał. Jeśli Ci naprawdę zależy na niej to weź ją za rękę i porozmawiaj z nią o przeszłości. Jak będzie kręcić, to znak że nie masz szans, a jak Ci wyzna szczerze że nie zapomniała o nim to staraj się jej pomóc. Każdy powinien się starać, nie tylko chłopak. Nie można tak do życia podchodzić, on mnie skrzywdził to teraz następny niech tańczy na rzęsach żebym go pokochała, bo nawet jak piruety będziesz na tych rzęsach robił to i tak z jej podejściem nic z tego nie będzie. Zrobisz jak uważasz "Dobrze widzi się tylko sercem" 9 Odpowiedź przez pionier 2010-01-15 12:43:19 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości neta napisał/a:Jeśli Ci naprawdę zależy na niej to weź ją za rękę i porozmawiaj z nią o przeszłości. Jak będzie kręcić, to znak że nie masz szans, a jak Ci wyzna szczerze że nie zapomniała o nim to staraj się jej pomóc. Każdy powinien się starać, nie tylko chłopak. Nie można tak do życia podchodzić, on mnie skrzywdził to teraz następny niech tańczy na rzęsach żebym go pokochała, bo nawet jak piruety będziesz na tych rzęsach robił to i tak z jej podejściem nic z tego nie będzie. Zrobisz jak uważasz Wiesz neta naprawdę podniosłaś mnie na duchu. Na pewno warto o nią walczyć i zrobię to- jeszcze nie wiem jak ale zrobię to. Wczoraj wieczorem i dziś nad ranem tak sobie myślałem żeby ją zaprosić na bal karnawałowy u mnie w pracy organizują pod koniec stycznia!- zresztą i wcześniej myślałem aby jej to zaproponować lecz od tygodnia się nie widzieliśmy, a chciałem ją zaprosić osobiście. A tu dostałem takiego sms-a, i nie wiem czy w takiej sytuacji wypada- chyba nie. Lepiej będzie umówić się na spotkanie! Odczekam trochę, przemyśle. Myślę ze znajdę w okolicy fajny lokal i zaproszę ją na kolację, a wtedy porozmawiam z nią szczerze. Nie wiem czy powiedzieć jej ze się w niej zakochałem, ze mi bardzo zależy?? (nie chcę jej wystraszyć) -może doradzisz mi neta. Jeszcze ci opowiem historię z ostatniego tygodnia starego 2009roku. Po świętach gdy wróciła do pracy z domu rodzinnego to się przeziębiła, gdy zaproponowałem spotkanie i chciałem ją wyciągnąć gdzieś do pubu lub ana łyżwy to odmówiła, rozumiem to bo się źle czuła. A gdy zaproponowałem że ją odwiedzę w domu to też powiedział ze ma bałagan, ze nie chce się w takim stanie spotykać. To wtedy wpadłem na pomysł i wysłałem jej kwiaty pocztą kwiatową, nie były to róże ale bukiet był śliczny-nazywał się "myślę o tobie" ( chciałem też maskotkę dorzucić do bukietu ale realizacja takiego zamówienia trwała by dłużej, a mi zależało na czasie). Gdy odebrała kwiaty to po godzince do mnie zadzwoniła z podziękowaniami ze są piękne, dziękowała ze jej zrobiłem naprawdę cudowny prezent i czuje się lepiej, powiedziała ze po raz pierwszy w życiu otrzymała w ten sposób kwiaty, i nie spodziewała się po mnie ze tak zrobię, zaskoczyłem ja bardzo miło. Poczułem się w tedy miło. Ale na sylwestra wyjechała do rodziny i tam go spędziła, dzwoniłem do niej z życzeniami wieczorem 31, dlatego wieczorem bo później byłem w pracy. I później przez trzy dni się nie odzywała, ani sms-a ani telefonu, coś mnie niepokoiło ale pomyślałem ze jest z rodzina to ma inne sprawy-co jej będę głowę zawracał. Po tych kilku dniach się odezwałem i zaproponowałem spotkanie zgodziła się. Pisałem już o nim wcześniej w pierwszych postach. W niedziele do mnie dzwoniła i chciała mnie zaprosić abyśmy razem poszli popatrzeć na "światełko do nieba" bo było o 20, lecz mnie nie było wmieście byłem 200km dalej ponieważ miałem zjazd na uczelni- przeprosiłem ze nie mogę być, pogadaliśmy sobie. To był ostatni tel od niej. W wtorek jej napisałem sms-a przed południem co u niej, jak się ma! A wieczorem dostałem odpowiedź: "że ok wszystko, no i że przemyślała naszą ostatnią rozmowę podczas spotkania, nie chce cie oszukiwać jestem fajnym kolegą i niech tak zostanie bo czym dalej to mogą tą znajomość stracić".Odpisałem jej po godzinie że rozumiem będzie jak chce, i że dziękuje za szczerość z jej strony. Że odezwę się kiedyś za jakiś kobiety inaczej odbieracie i czujecie. Neta - to głupie pewnie ale Może coś zrobiłem nie tak-może czegoś nie zrobiłem- ale nie wiem. Za wszystkie rady Ci dziękuje. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 10 Odpowiedź przez neta 2010-01-15 14:51:08 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Ona na pewno jest zagubiona i nie wie czego chce. A powiedz mi czy Ty ją kochasz??I skoro sama mówi że chcę żeby to było koleżeństwo... że widzi w Tobie kolegę, to nie staraj się jej wmówić że jest inaczej. Ona Ciebie nie kocha, a to że Ty uważasz że ją kochasz to jeszcze nie świadczy, że naprawdę tak się dobrze, jak chcesz próbować to bez deklaracji, niech będzie tak jak ona chce, ale jak mam być szczera nie widzę tego związku. Przykro mi Bałagan w pokoju nie przeszkodzi jak się ma chęć ze złamaną ręką sprzątałam i układałam jak miał do mnie przyjechać chłopak na którym mi zależało, i do dziś dostaję wariacji jak mówi że przyjedzie, a to już ponad 4 lata...Ona tego chyba nie czuje, nie zależy jej. Nie dziękuj mi, tylko odpowiedz z ręką na sercu że ją kochasz? czy jest chemia? czy akceptujesz w 100%? że sprzedaż własną duszę za nią... "Dobrze widzi się tylko sercem" 11 Odpowiedź przez pionier 2010-01-15 18:44:25 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości neta napisał/a:A powiedz mi czy Ty ją kochasz??Wiem co to znaczy kochać. Kochałem w życiu dwa razy, za każdym inaczej ale tak samo mocno. Po pierwszym rozstaniu byłem przygnębiony rok może więcej- kochałem ją b. mocno. Tak się złożyło ze trafiłem na nieodpowiednie osoby dla siebie. Czy ja kocham? -Tak. Gdy ją widzę to jestem szczęśliwy, ciągle o niej myślę. Wiem że miłość nie polega tylko na czułościach i zbliżeniach. Życie przynosi nam tyle niespodzianek na co dzień, że sztuką jest sprostać wielu problemom, które niesie nam codzienne życie. Jest chemia, z mojej strony jest. Jestem pewien swojej decyzji. Poczekam na rozwój sytuacji, poukładam sobie w główce myśli. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 12 Odpowiedź przez neta 2010-01-16 09:36:22 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier, jeżeli tak, to bądź spontaniczny, miłość taka właśnie jest, nie planuj nie szukaj odpowiednich kawiarni, odpowiedniego dnia, okazji. Zrób coś spontanicznego, zaskocz ją, tak jak to zrobiłeś wysyłając jej kwiaty. Jak wiesz że jest w domu i nie ma planów, to jedź do niej, zadzwoń przed drzwiami powiedz że Ci zimno i czy zrobi Ci herbatę żebyś mógł się ogrzać, jak będzie mieć bałagan w domu to jej zaproponuj swoją pomoc (ale zastanów się czy chcesz kobietę na całe życie która nie potrafi dbać o czystość, później takie sprawy przeszkadzają).Chyba więcej nie pomogę, zdaj relację jak już coś wymyślisz Powodzenia "Dobrze widzi się tylko sercem" 13 Odpowiedź przez pionier 2010-01-17 23:26:12 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Aż nie wierzę!Napisała do mnie dziś sms-a, z co tam u mnie?, czy napisałem już prace?(bo własnie pisze prace na studiach), kiedy wracam do ... miasta gdzie się czy to taki czysto koleżeński sms, czy jednak nie?Oczywiście odpisałem, a ona odpisała na kolejnego. Nie wiem już, co mam myśleć Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 14 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:05:01 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościz przyjemnoscia przeczytalam caly watek Pionier, ciesz sie ale nie swiruj ) tak, troche spontanicznosci sie przyda! i jak sie spotkacie to sprobuj ja obiac, bacznie obserwuj reakcje. powodzenia 15 Odpowiedź przez pionier 2010-01-18 00:12:58 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości hmm, ale czy się spotkamy?Teraz to kolejny krok należy do mnie chyba? a tu w głowie pusto!! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 16 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:19:30 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościa dlaczego by nie?? skoro jestescie z roznych miejscowosci, to ona pyta kiedy bedziesz niedaleko, bo zawsze Ty aranzowales 1 .Ahh co to znaczy pusto?? w zeszly piatek nowy film wszedl na ekrany -zobaczce go chociazby 17 Odpowiedź przez pionier 2010-01-18 00:24:46 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości to jest dobra myśl, ale dopiero za tydzień bo muszę zostać jeszcze w rodzinnych stronach by załatwić sprawy Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 18 Odpowiedź przez neta 2010-01-18 00:26:25 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier bo się będę straszliwie gniewać jak nie wypełnisz zaraz tej pustki w głowie szybciutko coś wymyśl, kochasz ją przecież! no chyba że..... "Dobrze widzi się tylko sercem" 19 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:31:58 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościoki. zeby tylko ona nie czekala tydzien na odpowiedz (zgroza). 20 Odpowiedź przez pionier 2010-01-20 23:52:00 Ostatnio edytowany przez pionier (2010-01-21 00:03:04) pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości hej,W sumie jeszcze się nie spotkaliśmy ale piszemy ze sobą. Jesteśmy umówieni w następnym tygodniu na spotkanie, ona zasugerowała sama - to super nareszcie jakiś przełom lecz zastanawia mnie coś? Dziś również pisaliśmy ze sobą, ja jej co u niej i takie tam a ona odpisała "na zewnątrz to zimno brr ale dobrze ze w domku i w serduszku cieplutko-pozdrawiam" - Jak mam to rozumieć? Chyba chciała mi dac coś do zrozumienia? Albo jestem przewrażliwiony! Dziwi mnie jej zachowanie? Podczas spotkań i rozmów wydała mi sie, tak ja poznałem: jako stanowczą rozsądną kobietę, która wie czego chce w życiu- mówiła otwarcie, jako kobietę zaradną i towarzyska. A tu odpisuje w ten sposób.... nigdy tak nie odpisywała, nie rozmawialiśmy. Nie żebym tak nie spotkanie juz niedługo za kilka dni wiec czekam z utęsknieniem, na pewno zdam relacje ) Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 21 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-21 16:05:18 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościsuper, zaczyna sie ukladac pisz, pisz co dalej 22 Odpowiedź przez safirka 2010-01-24 19:09:43 safirka Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-24 Posty: 5 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościWitam:)mam 32 lata jestem samotna i kompletnie nie mam szczęscia w miłości!!!!!gdybym miała wam opisac historie mojego życia musiałabym poświęcic na to kilka myślicie istnieje coś takiego jak przeznaczenie???????Moim zdaniem nic nie dzieje się bez powodu wszystko jest po coś i czasem można o coś walczyc z całych sił i się polegnie!...wtedy trzeba się podniesc i isc dalej bo własnie byc może w dalszej wędrówce naszego życia czeka nas coś wyjatkowego.... 23 Odpowiedź przez pionier 2010-01-29 21:48:08 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Witam minęło trochę już czasu od ostatniej wizyty na forumJa wspominałem ze umówiliśmy się, byliśmy w kawiarni a potem w kinie, było miło, może było by milej ale towarzyszyła nam jej koleżanka ale nie żałuje czasem tak bywa. Ale spotkaliśmy się jeszcze raz a dokładnie wczoraj, byłem u niej oglądaliśmy film na dvd, przytuliłem ja do siebie i tak przez cały film byliśmy wtuleni a gdy chciałem ją pocałować to odmówiła, " jeszcze nie teraz, nie jestem gotowa", nie nalegałem- wiem ze muszę dać jej czas, ale wszystko jest na dobrej drodze, myślę ze powoli zaufa mi i będziemy szczęśliwi )w niedziele wybieramy się jak pogoda dopisze na wkrótce Walentynki!! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 24 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-29 22:05:35 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości super Pionier!!!!!Safirka moze nie w przeznaczenie ale w prawo niespodziewajki 25 Odpowiedź przez pionier 2010-01-31 15:21:29 Ostatnio edytowany przez pionier (2010-01-31 15:24:13) pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości , :(wczoraj pracowałem wiec nie mogłem się spotkać, wysłałem jej może ze trzy smsy: co u niej? i co robi?nie odpisała a dziś pisze, ze jest juz w mieszkaniu siedzi i pije kawkę z do zrozumienia ze czeka na propozycję z mojej strony, jak to jest: ja czekam na jakikolwiek sygnał od nie, jak sie ma a tu nic. A za jakiś czas pisze ze- a raczej sugeruje spotkanie! Coś ni tu "dziwnie śmierdzi", a może umawia się z dwoma! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 26 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-31 15:26:27 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościmoze nie koniecznie smierdzi. moze jest takim biernym typem czlowieka. jesli Ty piszesz kilka wiad. a Ona nie odp. to albo pogrywa sobie z Toba albo wydajesz sie jej Ci zycze jak najlepiej. 27 Odpowiedź przez pionier 2010-02-21 18:21:29 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Musze się pochwalić, że jesteśmy ze sobą, Warto było być cierpliwym i warto było czekać. Jestem i zrobie wszystko aby tak było zawsze. ) Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 28 Odpowiedź przez samotnyadam 2010-02-21 18:58:55 samotnyadam Netchłopak Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-21 Posty: 377 Wiek: 23 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier napisał/a:Musze się pochwalić, że jesteśmy ze sobą, Warto było być cierpliwym i warto było czekać. Jestem i zrobie wszystko aby tak było zawsze. )pogratulować... Ja już z cierpliwości usycham... Obecniejużniesamotny dzięki forumnetkobiety 29 Odpowiedź przez Namaluje Cie Lzami 2010-02-21 22:32:12 Namaluje Cie Lzami Netbabeczka Nieaktywny Zawód: pracownik adm-biur Zarejestrowany: 2009-04-13 Posty: 428 Wiek: 33 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości chill-out napisał/a:PurBlanca <3 napisał/a:No ale wiesz najlepszy lek to warto poczekac na tą prawdziwą miłość, na musi być odwzajemnione,żeby się ze sobą nie można czekać i czekać i czekać, aż do śmierci i nic się nie zdarzy. Nie ma żadnej pewności, że się kiedykolwiek spotka kogoś... czas to żaden lek, czas tylko przypomina o porażkach i upływającym życiu. Można się zawieść i sto razy i dalej być samemu. Niektórzy są po prostu - skazani na sie z Toba w 100% The hard way is the best way. 30 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-02-28 13:02:27 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościPionier świetnie że się udało :):)Mam nadzieję że Twoje szczęście bedzie trwało bez końca :) 31 Odpowiedź przez pionier 2010-03-22 20:17:52 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości (mam dwóch tygodni sie nie widzimy, ona ma troche swoich sprwaw z urzadzaniem mieszkania wiec mało czasu mi poświęca, nawet odpisuje i telefonuje rzadziej. Ja postanowiłem ze chwile odczekam ze "pozwole" jej zjac sie swoimi sprawami. Ale usycham z tesknoty za nia, tak myślaem zeby ja w weekend odwiedzić u niej w rodzinnym domku, zapytałem sie jej o plany na weekend a ona mi na to byśmy nasze spotkanie odłożyli na nastepny tydzień. Ok pomyślałem. W sobote dzwoni do mie co robie czy jej nie odwiedze !! a Ja juz sobie zaplanowałem weekend i byłem w swoich rodzinnych stronach, pomagałem bratu przy remoncie nie mogłem tak ot sobie przerwac pracy i do niej jechać. Mam swoje zasady i jezeli cos komuś obiecuje to tak staram sie czynić, jestem lojalny. Ona zaproponaowała dziś spotkanie lecz ja nie moge bo pracuje, mam służbe i nie moge wyjsc z pracy. Powiedziałem ze jutro moge, to znowó jej nie pasuje i tak to jest. Cholera tesknie za nią jak diabli, chciałbym jej pomuc w zakupach urzadzaniu, doradzić! lecz ona mi tego nie proponuje, zastanawiam sie czy mnie traktuje poważnie? Sadzac po telefonach to tak lecz to sie nie przekłada na realia. UF, chciałbym sie jakoś odreagować- napić sie ale nie moge. Może pójde na siłownie, to moze na zdrowie mi wyjdzie Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Odpowiedzi Albedron odpowiedział(a) o 17:43 Ja również nie mam szczęścia w Miłości i życiu, nic mi się nie udaje. Po prostu trzeba natrafić na odpowiednią osobę. Miłość z czasem sama przyjdzie a życie. Pomogłbym Ci gdyby była możliwość. Mam nadzieje, że Cię pocieszyłem Pozdrawiam, życzę szcześcia:) blocked odpowiedział(a) o 18:34 No Cholera, Kati! a myślisz że ja go mam? w życiu napewno nie mam go... a w miłości, może myślisz inaczej ale też go nie mam.. ale kurde się nie przejmuj.. proponowałam podwójną randkę ale się nie zgodziłaś:Dnapewno go znajdziesz, nie martw się;) jak będziesz chciała usunąć moją odp to się nie obrażę:) Nie mam pojęcia. Ja też tak mam ... ; ( Dianthus odpowiedział(a) o 17:38 Wiem co czujesz. Też tak mam:(Ale nic na to nie poradzimy. To samo przyjdzie... rooben19 odpowiedział(a) o 17:39 ja tez nie mam pojecia... ja tez nie mam w tym szczescia :( blocked odpowiedział(a) o 15:29 a kto go ma w dzisiejszych czasach Ktoś korzystał na poprawę [LINK] Ja tez nie mam Szczescia ...Wszystko Mi ... jest ale go nie widzimy :D Uważasz, że ktoś się myli? lub "Przyjaciele twierdzą, że jestem bardzo fajną dziewczyną. Ja mogę powiedzieć, że odbicie w lustrze pokazuje sympatyczną osobę. W pracy jestem lubiana, ale nie wiedzie mi się w miłości" - narzeka Małgosia. Czy zastanawialiście się nad tym, dlaczego jedni ludzie łatwo przyciągają do siebie interesujących partnerów i tworzą szczęśliwe związki, podczas gdy inni wciąż narzekają na brak szczęścia w uczuciach? "Wydawało się, że tym razem znalazłam swoją drugą połówkę. Niestety, po kilku miesiącach odkryłam, że on wciąż utrzymuje kontakt ze swoją byłą dziewczyną. Kolejna zdrada? Czy to normalne?" – pyta Małgosia Prawo przyciągania mówi, że podobne przyciąga podobne. Jeśli mamy określone oczekiwania, świat nam na nie odpowiada, ofiarowując dokładnie to, czego chcemy Aby sprawdzić, kogo przyciągasz i dlaczego – znajdź własną, indywidualną definicję miłości. W tym celu przyjrzyj się warunkom, w których rodziły się Twoje wyobrażenia o niej Więcej porad znajdziesz na stronie głównej – Przyjaciele twierdzą, że jestem bardzo fajną dziewczyną. Ja mogę powiedzieć, że odbicie w lustrze pokazuje sympatyczną osobę. W pracy jestem lubiana, ale nie wiedzie mi się w miłości. Mój pierwszy związek skończył się dla mnie fatalnie. Kochałam go całą sobą, ale okazało się, że Michał od dawna mnie zdradza. I chyba widzieli to wszyscy oprócz mnie. Otarłam się o depresję, czułam się przeraźliwie samotna. Przez dwa lata nie miałam nikogo. Na wakacjach poznałam Andrzeja. Wydawało się, że tym razem znalazłam swoją drugą połówkę. Rozumieliśmy się bez słów. Niestety, po kilku miesiącach odkryłam, że on wciąż utrzymuje kontakt ze swoją byłą dziewczyną. I to bynajmniej nie przyjacielski. Kolejna zdrada. Czy to normalne? Czym jest miłość? Warto uświadomić sobie, że choć wszyscy używamy potocznie tych samych słów – takich jak "kocham cię", "jesteś moją miłością" – wyrażamy w ten sposób własne nadzieje, skojarzenia i uprzedzenia. Mogą się one między sobą bardzo różnić. Zauważcie, że w skrajnych przypadkach ludzie mylnie opatrują etykietką "miłość" nawet formy emocjonalnej i fizycznej przemocy. Prawo przyciągania mówi, że podobne przyciąga podobne. Jeśli mamy określone oczekiwania, świat nam na nie odpowiada, ofiarowując dokładnie to, czego chcemy. Powiecie, że niemożliwe jest, by chcieć być zdradzanym, samotnym, nieszczęśliwym? Owszem. Jednakże część naszych oczekiwań nie jest uświadomiona i wynika z zakodowanych w nas uprzedzeń. Aby sprawdzić, kogo przyciągasz i dlaczego – znajdź własną, indywidualną definicję miłości. W tym celu przyjrzyj się warunkom, w których rodziły się twoje wyobrażenia o niej. Podróż w przeszłość Prześledźmy tę sytuację na przykładzie Małgosi. Weź dużą kartkę papieru i napisz na niej następujące pytania: 1. Co myśleli o miłości moi rodzice? (a także ważne dla mnie osoby obecne w procesie mojego wychowania) – Moi rodzice tworzyli stabilny związek – mówi Małgosia. – Nie byli nigdy wylewni wobec siebie, nie demonstrowali czułości, ale są ze sobą nadal. Teraz jednak uświadamiam sobie, że nie reagowali pozytywnie na moje pierwsze uczuciowe doświadczenia. Miałam 16 lat i zakochałam się w koledze z klasy. Rodzice mówili wtedy, żebym uważała, bo chłopak wykorzysta mnie i zostawi. Oczywiście bali się, abym przypadkiem nie zaszła w ciążę. Rozumiem to. Jednakże wyraźnie widzę, jak roztaczali przede mną wizję przykrych sytuacji, które mnie spotkają, gdy pozwolę sobie na tę miłość. Tak, jakby kara i odrzucenie były nieuchronne. Nie wspierali mnie w ten sposób, ale straszyli. Istotnie, związek się rozpadł, a chłopak zaczął spotykać się z moją koleżanką. W tym wieku to pewnie normalne, ale teraz widzę wyraźniej, że musiałam to odebrać jako naturalną konsekwencję zakochania… Moi rodzice nie nauczyli mnie myślenia o miłości w romantycznych kategoriach, a raczej w kategoriach unikania przykrości. Co jeszcze? Siostrę mamy zostawił mąż. Wyjechał do pracy do USA na parę miesięcy, ale ciągle przedłużał wizę. W końcu poznał tam jakąś kobietę. Ciocia często u nas bywała i zwierzała się mamie, płakała. Do dziś jest sama, bo długo łudziła się, że on jednak wróci, ale zapomniał i o niej i o córce – mojej ciotecznej siostrze Magdzie. Ciocia uważa swoją miłość za porażkę. Wcześniej o tym wszystkim nie myślałam, ale teraz widzę, że mam w głębi serca rodzaj lęku i przekaz, że miłość boli. Związek rodziców nie kojarzy mi się z miłością, a raczej z poczuciem odpowiedzialności. Ciocia natomiast mocniej utożsamia miłość, ale taką smutną, bez happy endu. 2. Co robiła moja mama, aby czuć się kochaną? – Trudno mi na to odpowiedzieć. Patrzyłam na związek rodziców, nie zadając sobie takich pytań. Nie wiem, czy mama czuła się kochana. Rodzice nie okazywali sobie uczuć przy mnie. Tata też jest raczej powściągliwy. Nigdy wcześniej nie zadałam sobie pytania, czy czuł się kochany? 3. Jak przejawiała się świadomość miłości w życiu rodziców? – Myślę, że ta świadomość przejawiała się najbardziej przez dbanie o dom i o mnie. Nie pamiętam, aby mama mówiła kiedykolwiek o jakichś romantycznych sprawach. Kiedy rodzice komentowali problemy cioci, też bardziej koncentrowali się na tym, że Michał (jej mąż) okazał się nieodpowiedzialny itp. Ignorowali fakt, że ciocia czuła się mocno zawiedziona jako kobieta, a nie tylko jako żona i matka. 4. Jakie negatywne wyobrażenia na temat miłości otrzymałam w przeszłości? - Miłość kończy się cierpieniem. - Nie można ufać partnerowi. 5. Jakie pozytywne wyobrażenia otrzymałam? - Niebywałe! Nie umiem sformułować ani jednego pozytywnego wyobrażenia. Jak to możliwe? Otóż to. Małgosia odkryła, że chociaż miłość jest czymś, za czym tęskni i czego bardzo pragnie – zakodowała bardzo negatywny przekaz jej dotyczący. Skoro uważa, że miłość boli, a partnerowi nie powinno się ufać – właśnie taką jej wersję zna i dokładnie taką otrzymuje. Ciąg dalszy artykułu pod materiałem wideo... Jak rozpoznać, że to miłość? Krok 1. Odpowiedzi na powyższe pytania i prześledzenie swojej historii. Jeśli Twoje nieuświadomione uprzedzenia ujrzą światło dzienne – już wiesz, nad czym masz pracować. Krok 2. Określ, w jakim punkcie jesteś: Małgosia: – Jestem w punkcie, w którym uświadomiłam sobie, że miłość nierozerwalnie kojarzy mi się z opuszczeniem i cierpieniem. Krok 3. Określ, w jakim punkcie chcesz się znaleźć. Małgosia: – Chcę, aby miłość kojarzyła mi się ze szczęściem, spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i spełnieniem. Krok 4. Zmień przekaz. Uświadom sobie, jak negatywny monolog działa na Twoje emocje. W ciągu każdego dnia w twoim mózgu pojawia się około 30 000 myśli, spośród nich większości nawet nie zauważasz. One jednak wpływają na to, co robisz. Afirmacje to świadomie kreowane myśli, których zadaniem jest odwrócenie negatywnych fałszywych przekonań. Nie jest to bezmyślne wmawianie sobie – jestem szczęśliwa/y – choć w tej samej chwili z twoich oczu leją się łzy. Prawidłowa i skuteczna afirmacja, to ta, z którą się utożsamiasz i czujesz jej terapeutyczne działanie. Krok 5. Sformułuj kilka własnych afirmacji: Oto przykłady: - czuję się kochana przez cały wspierający wszechświat, - swobodnie daję i otrzymują miłość, - kocham siebie, daję miłość i otrzymują miłość, - zasługuję na miłość, więc ją otrzymuję. Stosuj afirmacje przez cały tydzień. Wczuwaj się w nie. Twórz nową rzeczywistość. Na koniec posłuchajcie Alberta Einsteina. Kiedyś młody dziennikarz odwiedził Alberta Einsteina i spytał go, jakie jest najważniejsze pytanie, jakie może postawić naukowiec? Einstein zamyślił się długo, bujając się na swoim ulubionym fotelu i paląc fajkę. Dziennikarz założył, że Einstein buduje w myślach jakieś skomplikowane wzory matematyczne, ale ten odparł: najważniejsze pytanie, jakie każdy z nas może zadać to, czy wszechświat jest przyjaznym miejscem? – Co ma Pan na myśli? – spytał zadziwiony dziennikarz. – Jak to może być najważniejsze pytanie? Einstein odpowiedział z powagą. – Tak, ponieważ odpowiedź na nie wpływa na to, co zrobimy ze swoim życiem. Jeśli wszechświat jest przyjaznym miejscem, spędzimy czas na budowaniu mostów. Jeśli nie, na budowaniu murów. Decyzja należy do nas. To teoria genialnego fizyka jak ulał pasuje do tworzenia szczęśliwych związków. Życzę wam skutecznego budowania mostów. Joanna Godecka *** Joanna Godecka – psychoterapeutka, coach, trenerka. Prowadzi Gabinet Psychoterapii INSIDE YOU. Ekspert i doradca w sprawach relacji. Autorka książek, "Miłość na celowniku", "Nie odkładaj życia na później" czy "Przestań się zamartwiać". Członek Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR. Źródło: Czujesz się totalnym pechowcem, albo przynajmniej kimś kto po prostu nie ma w życiu szczęścia? Wydaje Ci się, że przychylne wiatry wieją wszystkim tylko nie Tobie? Posłuchaj tej historii. Przytacza ją Rowling, autorka opowieści o Harrym Potterze w książce “Baśnie Barda Beedlee’a”, a ja tu ją w skrócie opowiem. Lojalnie uprzedzam, że jeśli przeczytasz ją nie tylko głową, ale i sercem, może zupełnie zmienić Twoje myślenie o sobie i swoim życiu. Jeśli nie jesteś na to gotowy, nie zawracaj sobie głowy szczęściem. Fontanna Szczęścia W pewnym miejscu istniała magiczna fontanna, która raz do roku wpuszczała za swój mur wybrańca, który mógł obmyć się w jej wodach i od tej pory żyć już zawsze długo i szczęśliwie. Wokół muru gromadziły się tłumy, bo ludzie mają to do siebie, że zwykle szczęścia szukają właśnie na zewnątrz i liczą na to, że ktoś im po prostu je da. Tym razem w tłumie oprócz zwykłych śmiertelników były też trzy czarownice, bo musicie wiedzieć, że nawet największa magia nie jest w stanie nikomu dać szczęścia. Jedna z nich zapadła na chorobę, której nikt nie był w stanie wyleczyć, druga straciła cały majątek i różdżkę, a trzecia cierpiała z powodu niespełnionej, nieszczęśliwej miłości. Dogadały się one, że spróbują wejść za mur we 3 i kiedy pojawiła się szczelina, złapały się za ręce i pnącze, które pojawiło się zza muru wciągnęło je do środka. Pech albo szczęście sprawiło, że o szatę jednej z nich zahaczył się smętny rycerz, który także zalazł się po stronie szczęśliwej fontanny. Droga do szczęścia Po początkowej konsternacji cała czwórka ruszyła przed siebie i napotkała pierwszą przeszkodę. Była to ogromna glista, której nie dało się ani pokonać mieczem, ani obejść. Powiedziała ona do nich:”Zapłaćcie mi smakiem swojego bólu”. Kiedy jedna z czarownic w desperacji zaczęła płakać, glista spiła jej łzę i odeszła. Cała czwórka poszła dalej. Teraz musieli wspiąć się pod górę. W połowie jej zbocza były wyryte słowa: “Zapłaćcie mi owocem swojej pracy”. Zostawili w tym miejscu monetę, ale to nic nie dało. Mimo, że szli dalej, nie przybliżali się do szczytu, a jedynie opadali z sił. Kiedy morale podupadło już na tyle, że gotowi byli się poddać, jedna z czarownic otarła pot z czoła i dodała im otuchy. Kiedy krople potu upadły na ziemię, napis nagle zniknął, a szczyt zdał się być na wyciągnięcie ręki. Po chwili ujrzeli fontannę. Aby do niej dość, należało jeszcze pokonać strumień, w którym dostrzegli napis: “Zapłaćcie mi skarbem swojej przeszłości”. Mimo, że próbowali go przepłynąć, przeskoczyć nic to nie dawało. Noc się zbliżała i gorączkowo myśląc, wreszcie wpadli na to o co chodzi. Nieszczęśliwie zakochana czarownica, wyjęła z pamięci wspomnienia szczęśliwych chwil spędzonych ze swoim kochankiem i wrzuciła je do strumienia. Woda porwała je czym prędzej, a oni lekko i bez problemów przeszli przez strumień. I tak oto dotarli do fontanny, która miała jednemu z nich dać szczęście. Inspirowane krążącą w internecie grafiką. Działa!!! Kto się wykąpie w zaczarowanej fontannie? Zanim zdecydowali, kto dostąpi zaszczytu wejścia do fontanny, chora czarownica, wyczerpana długą wędrówką i emocjami, padła właściwie bez życia. W szlachetnym odruchu chcieli ją wrzucić do cudownej wody, ale protestowała i nie dawała się ruszać. Wtedy druga z czarownic nazbierała ziół, wrzuciła je do menażki rycerza i dała jej do wypicia. Chora cudownie powstała, a co więcej zniknęły nie tylko znużenie i zmęczenie, ale wszystkie objawy choroby, które ją tu przywiodły. Nie potrzebowała już cudownej fontanny, podobnie jak ta, która nagle odkryła swoje lecznicze talenty i świadomość, że dzięki temu darowi bez trudu odzyska utracony majątek. Rycerz wskazał fontannę nieszczęśliwie zakochanej, ale ta pokręciła głową głową. Strumień, do którego wrzuciła wspomnienia, obmył ją z żalu i trosk. Pojęła, że jej ukochany był obłudnikiem i krzywdzicielem, i że los uwalniając ją od niego, wcale jej nie skrzywdził, a wyświadczył jej przysługę. Pozostał więc rycerz. To on wykąpał się w cudownej fontannie i kiedy z niej wyszedł, rzucił się do stóp tej, która dopiero co pozbyła się wspomnień nieszczęśliwej miłości i poprosił ją o rękę. Cała czwórka żyła odtąd długo i szczęśliwie. I choć może to przeczuwali, to nie mówili głośno, że wody fontanny, wcale nie były zaczarowane. Co sobie z tego weźmiesz? Weź co chcesz, ale pamiętaj: Jeśli chcesz mieć w życiu szczęście, nie uciekniesz od bólu, a musisz go wyrazić, nie uciekniesz od pracy, bo pot to nieodłączna część ludzkiego życia, nie możesz żyć tylko wspomnieniami – jeśli są Ci one ciężarem – wrzuć je do strumienia i idź dalej. Żadna magiczna fontanna nie da Ci tego, co możesz sobie dać sam. **** Bajka na podstawie “Baśnie Barda Beedle’a” – Media Rodzina ***** Zabierz inspiracje ze sobą. Znajdziesz je TUTAJ. Głód jego obecności zamiast ciszy i spokoju to sygnał, że powoduje nami lęk, nie miłość Jeszcze jako dziewczynka, podczas jednego z ponurych rodzinnych obiadów, zapytałam, czy mnie kochają. Zamiast ciepłych słów, usłyszałam drwiny Najważniejsze to uwolnić stary ból i lęk. Jeśli tego nie zrobisz, a zostałaś zraniona, wnosisz to zranienie do miłosnego związku, a potem do następnego i do następnego… Przyciągamy do siebie tych, o których sądzimy, że jesteśmy ich warci Beata Pawłowicz/ "Zwierciadło": Czytelnicy w warszawskim Empiku po pani autograf stali w ponad trzygodzinnej kolejce. Mieli po kilka książek, także dla przyjaciół i bliskich. Mówili, że daje pani nadzieję i skuteczną receptę. Tym razem na miłość mimo wielu zawodów. W "Kochaj" czytamy, że powodem naszych niepowodzeń jest to, że mamy zamknięte serca. A serce zamyka się, kiedy jesteśmy krzywdzeni, odrzucani przez tych, których kochamy. Ale jak poznać, że tak się właśnie z nami dzieje? Regina Brett: Uświadamiasz sobie, że twoje serce jest zamknięte, gdy dostrzegasz, że za twoje decyzje odpowiada strach. Że kieruje tobą lęk, który wynika z tego, że boisz się ponownego zranienia. Wtedy też odczuwasz rodzaj obsesyjnego, niszczącego cię uczuciowego głodu. Na przykład wciąż czekasz na jego telefon. Pozornie – jak każdy zakochany. Jest w tym czekaniu nadzieja, że kiedy on się odezwie, wydarzy się coś pięknego. Jest tęsknota zakochanej kobiety. Ale nie tylko. Kiedy odczuwasz neurotyczny głód jego obecności, nie możesz nic robić: skupić się na czymkolwiek, nawet na pracy czy na hobby. Jesteś zdenerwowana, nieprzyjemna dla wszystkich, którzy nie są nim. Tracisz apetyt i nie możesz spać, jeśli nie zadzwonił... Ale nawet gdy się odezwie, po chwili znów tylko czekasz na kolejny telefon. Dobrej miłości towarzyszy coś całkiem odmiennego. Nawet gdy tęsknisz, gdy czekasz, wypełnia cię poczucie wewnętrznej ciszy i spokoju. Jeśli ich nie odczuwasz, możesz podejrzewać, że twoje serce jest zamknięte. Głód jego obecności zamiast ciszy i spokoju jako sygnał, że powoduje nami lęk, nie miłość – pani doświadczyła tego stanu? Tak, ale też miałam świadomość, że moje serce jest zamknięte, bo czułam, jak wiele mam w nim bólu. Kiedy się zamknęło? Moja mama jest krytyczną i nieokazującą czułości kobietą. Ojciec bywał agresywny i nadużywał alkoholu. Mam dużą rodzinę, 11 rodzeństwa, które jednak nie okazywało sobie miłości. Nie czułam się w domu ani kochana, ani chciana. Pewnego dnia, jeszcze jako dziewczynka, podczas jednego z tych ponurych rodzinnych obiadów, zapytałam, czy mnie kochają. Choć czułam się przez nich odrzucona i samotna, miałam nadzieję, że powiedzą: "No pewnie!". Niestety, zamiast ciepłych słów, których potrzebowałam, usłyszałam drwiny. Wybiegłam więc z domu, uciekłam, tak bardzo cierpiałam, że chciałam umrzeć. Miałam nadzieję, że za mną wybiegną. Ale nikt nie wybiegł. Usiadłam więc na torach, strasznie płakałam i czekałam na pociąg… Na szczęście jeden z braci przyszedł po mnie, nim pociąg nadjechał. Jak otworzyć swoje serce? Najważniejsze to uwolnić ten stary ból, lęk, smutek. Jeśli tego nie zrobisz, a zostałaś zraniona, wnosisz to zranienie do miłosnego związku, a potem do następnego i do następnego… I wszystkie twoje miłości stają się do siebie podobne, są nieszczęśliwe. Dzieje się tak, bo ty jesteś nieszczęśliwa. Zakochujesz się w mężczyznach podobnych do bliskich, którzy cię skrzywdzili. Wybierasz tych, którzy są na przykład tak samo niedostępni emocjonalnie. Tworzą dystans i emanują chłodem jak twoja matka. I ja też z tego powodu cierpiałam, czekając na czułość i ciepło od mężczyzn, którzy nie umieli mi ich dać. Zachowujemy się w miłości w taki sposób, jakiego nauczyliśmy się w rodzinnym domu. Trzeba wrócić do korzeni procesu zamykania się serca. Jeśli nie wykonamy tej pracy, to przez całe życie będziemy powielać tę samą relację – tak jakbyś wciąż zakochiwała się w matce czy ojcu. Zamieszkamy same, zaczniemy się spotykać z różnymi mężczyznami, ale tak naprawdę będziemy chodzić na randki, mieszkać i próbować być szczęśliwe ze swoimi rodzicami. Jak uwolnić stary ból, lęk i smutek? Możesz to zrobić na różne sposoby: choćby udać się do kogoś, z kim możesz szczerze pogadać. Do przyjaciela. Albo do kogoś, kto jest dla ciebie doradcą. Albo do profesjonalisty, czyli psychoterapeuty. To zależy od tego, jak bardzo zranione masz serce. Potrzebujemy psychoterapeuty, kiedy w dzieciństwie doświadczyliśmy nadużycia, przekroczenia granic, zwłaszcza tych cielesnych. I choć się nam wydaje, że przecież sobie radzimy – mamy pracę, przyjaciół, tylko po prostu nie trafiłyśmy na odpowiedniego mężczyznę – to jednak tak nie jest. Nie wystarczy, że weźmiemy się w garść i wszystko będzie dobrze. Są rany wymagające profesjonalnego opatrunku. Co pani pomogło? Pisanie, bo dzięki swoim książkom odkrywam, że nie byłam kochana i że trudno mi otworzyć się na miłość. Ale dopiero praca u psychoterapeuty umożliwiła mi pokochanie samej siebie. Mogłam wtedy dokonać wyboru, którym nie kierował ani głód miłości, ani strach przed zranieniem. Wtedy też pojawił się w moim życiu inny niż dotąd mężczyzna, pełen ciepła i miłości. Wcześniej kochałam ludzi tak samo poranionych jak ja, dlatego nawzajem się kaleczyliśmy. To doświadczenie wielu, którzy zbierają się do budowania relacji, choć są emocjonalnie zamknięci, "uszkodzeni". W rezultacie rozstają się z kolejnymi partnerami, ale to niczego nie zmienia. Znajdują sobie bowiem do bycia razem następną tak samo poranioną osobę… Można ten ciąg złych miłości zamknąć? Tak, kiedy pokochamy siebie, staniemy się wewnętrznie bardziej pełnymi osobami, bo wtedy dochodzimy do wniosku, że zasługujemy na więcej i dlatego nie chcemy już być w kolejnej pokręconej relacji. Ktoś na mnie krzyczy? Ktoś się wydziera jak mój ojciec? Nie muszę z tym kimś być, zasługuję na szacunek. Nie chodzi o ocenianie tego, kto krzyczy. Chodzi o świadomość, co jest dla mnie dobre, a co nie jest. Czy nie powinniśmy sobie nawzajem więcej wybaczać, jeśli wiemy, jakie dźwigamy bagaże? Czy odwrotnie – więcej wymagać? Jak sobie nawzajem pomóc? Zasada jest taka, że najpierw to ja muszę się ogarnąć, zadbać o siebie, zanim będę w stanie komuś pomóc. Inaczej się wzajemnie wyczerpiemy i to aż do dna tej relacji. Tymczasem kobiety często skupiają się na partnerze, dzieciach, a nie na sobie. I cierpią, bo nic się nie zmienia. Trzeba zacząć od siebie. A gdy w tym czasie druga osoba nie wykonuje swojej pracy domowej, to nasza relacja zacznie zanikać. Bo ja rosnę, rozwijam się – w innym tempie niż on, który po prostu doświadcza życia. Kluczowym elementem jest zajęcie się sobą po to, by być lepszą osobą. Pokochać siebie i otoczyć miłością. Zadbać o siebie. Obojętne, czy jesteś w małżeństwie, czy się z kimś spotykasz, możesz powiedzieć: "To są rzeczy, którymi się zajmuję, nad którymi pracuję, żeby być lepszą. Jeśli chcesz robić to razem ze mną, to super". A jeśli on czy też ona nie chce się zmienić? Są ludzie, którzy nie chcą się zmienić. Mają prawo. Problem pojawia się, kiedy ich zmuszamy. Trudno się rozstać, ale jak zostaniemy razem, to żadne z nas nie będzie szczęśliwe. Bo on wciąż nie będzie nikomu ufać, tylko będzie odczuwać lęk i mieć wiele złości za to, co go spotkało… Te uczucia staną na przeszkodzie waszemu szczęściu. A jeśli wiele wycierpiał, to nawet gdybyś była najwspanialszą kobietą na świcie, może cię nie chcieć, bo nie kochając samego siebie, czuje, że na ciebie nie zasługuje. Często nie rozumiemy, dlaczego ktoś odrzuca wspaniałego człowieka i wiąże się z kimś np. skłonnym do przemocy! Przekonanie, że nie zasługuję na nic dobrego, stanowi jeden z głównych problemów. Przyciągamy do siebie tych, o których sądzimy, że jesteśmy ich warci. Niskie poczucie wartości sprawia, że są to ci, którzy nie są dla nas dobrzy. Z tego powodu trzeba najpierw pokochać siebie, żeby mieć radosne i udane życie miłosne. To trudna robota. Przejście przez swoje dzieciństwo przypomina wspinaczkę na wysoką górę. Ale kiedy już raz weszłaś, to tam jesteś, drogę masz za sobą. To wspaniałe uczucie. Nie wszyscy wierzą, że to w dzieciństwie znajdziemy odpowiedzi na nasze dorosłe problemy. Dlaczego powinniśmy się przyjrzeć temu, co działo się tak dawno, żeby dziś być szczęśliwymi? Wierzę w to, co powiedział mi kiedyś jeden z moich terapeutów: "W twojej relacji z mężem spotykają się wasi rodzice". Kiedy się kłóciliśmy, oni byli obok nas – w nas! To tak, jakby jego matka kłóciła się z moim ojcem. A że mama mojego męża miała w sobie dużo gniewu, podobnie mój ojciec – to jak dochodziło do spięcia między nami, nie były to zwykłe kłótnie. Jak ten jego i mój gniew wzmocnione gniewem naszych rodziców zetknęły się ze sobą, wybuchały prawdziwe awantury! Cztery osoby krzyczały!? Pół biedy, jeśli tylko jedno z nas utknie w gniewie swojego rodzica. Wtedy można było dać sobie radę. Ale jak oboje – to już ktoś musiał nam pomóc. Następował wówczas niebezpieczny regres – oboje wracaliśmy emocjonalnie do dzieciństwa, do tamtych uczuć, ale też do tamtego niedojrzałego stanu umysłu. Dzieci nie radzą sobie z uczuciami i są skupione na sobie, jakby były pępkiem świata. I my wtedy tacy byliśmy. Kiedy jedno z nas, czyli ja, swoją złość na rodziców przepracowało, zahamowaliśmy te konflikty. Mogliśmy je przegadać. Takie rozsądne działanie jest jednak niemożliwe, kiedy oboje jesteśmy w stanie regresu. Wtedy potrzeba pomocy specjalisty. Czy to wszystko można uświadomić sobie, przegadać, wyleczyć? Można mieć rozeznanie, z czego biorą się pewne zachowania. Na przykład mój mąż, gdy jest zmęczony, staje się krytyczny. Mój ojciec także był krytyczny i dlatego zachowanie męża było dla mnie trudne. Teraz wiem, że to sygnał zmęczenia, a nie tego, że coś się zmieniło w jego uczuciach do mnie. I jego krytyka już mnie nie rani. Warto nauczyć się oddzielać swoje dzieciństwo od tego, co teraz! Wtedy twoja relacja może się rozwijać. To narzędzie – oddzielanie teraźniejszości od przeszłości – możesz stosować w różnych aspektach życia. Bo jeśli twój ojciec był gwałtowny, a twój szef jest podobny, możesz czuć się w relacji z nim jak dziecko – cofać się do dzieciństwa i nie być w stanie funkcjonować normalnie, bo ktoś na ciebie krzyczy. Kiedy to zobaczysz, będziesz mogła zareagować jak dorosły – nie zamrzesz w bezruchu z lęku, nie popłaczesz się, ale powiesz: "Proszę na mnie nie krzyczeć!". Jakie przeżycia z przeszłości mogą zniszczyć miłość? Dopóki chcemy się rozwijać, to cokolwiek w relacji się pojawi, poradzimy sobie z tym. Emocje bolesne i trudne wyłaniają się z nas po to właśnie, byśmy je uleczyli. Ale jeśli nie robisz nic z tym, co czujesz, to twoja miłość nie będzie się rozwijać. Nikt nie chce być nieszczęśliwy. Czy więc można nauczyć się panować nad naszymi ranami, lękami i smutkami? Jeżeli ktoś ma np. kłopot z gniewem, może ten gniew uleczyć albo nauczyć się nim tak zarządzać, by nikogo nie skrzywdzić. Trzeba wtedy wiedzieć, gdzie są zapalniki . Są też dni, kiedy czujemy się kruche, podatne na zranienia. Ja idę wtedy do lustra i staram się sama siebie wesprzeć. Mówię: "Dasz radę, Regina, nie masz dziesięciu lat, to nie twój ojciec, jesteś silna". Bo nawet dziś często czuję się jak dziecko. Zwłaszcza gdy ktoś się na mnie wydziera. Mówię: "Jesteś w porządku, masz 60 lat i przeszłaś przez raka. Jesteś w stanie ogarnąć to, że ktoś jest na ciebie zły". Jak poznać, że mam emocjonalnie 10 lat? Możesz zgadywać, że tak jest, kiedy twoja reakcja jest albo zbyt silna, albo zbyt słaba. Na przykład kiedy w sklepie chcę zwrócić bluzkę, a ekspedientka nie chce jej przyjąć, czuję się jak mała myszka. Ta sytuacja cofa mnie do dzieciństwa, do tamtego poczucia bezradności. I wtedy włącza mi się czerwona lampka, myślę sobie: "Regina! To nie jest rok 1967, ale 2018!". Działa! To jedno z wielu narzędzi, o których piszę w książkach, a które na co dzień pomagają nam zarządzać bliznami, ranami z dzieciństwa i kochać szczęśliwie. Regina Brett - amerykańska dziennikarka, religioznawczyni i pisarka dwukrotnie nominowana do Nagrody Pulitzera. Jej poradniki, przetłumaczone na ponad 20 języków, stały się bestsellerami nie tylko w pochodzi z lutowego wydania miesięcznika "Zwierciadło" fot. Adobe Stock, Soloviova Liudmyla Kiedy oglądam swoje zdjęcia, na których mam kilka lat, to widzę śliczną, szczęśliwą dziewczynkę – roześmianego aniołka, siedzącego na rękach u mamy albo u taty. Byłam dzieckiem wyczekanym i bardzo kochanym, a moi rodzice pobrali się z wielkiej miłości. Poznali się jeszcze w liceum i podobno od razu wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Mam z tego okresu mnóstwo zdjęć. Nie szkodzi, że są czarno-białe i amatorskie. Bije z nich radość, więc dla mnie mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Rodzice są na nich przytuleni, wpatrzeni w siebie. Takimi ich pamiętam, bo chociaż tata odszedł, kiedy miałam pięć lat, to do dzisiaj słyszę w głowie jego pełen miłości głos. Był żartownisiem, cały czas rozśmieszał mamę. Po jego śmierci chyba już nigdy nie śmiała się tak beztrosko. Nic dziwnego – została ciężko doświadczona przez los. Mama próbowała zastąpić mi ojca Choroba taty spadła na nich oboje zupełnie niespodziewanie. Rak płuc, nieoperacyjny. Nie potrafili zrozumieć, dlaczego na nią zapadł, bo nigdy przecież nie palił. Okazało się, że jako dziecko mieszkał w okolicy, w której stała fabryka wypuszczająca w powietrze kłęby rakotwórczych substancji. Specjalnie zbudowano ją poza miastem, w okolicy, w której stało niewiele domów. Niestety, w jednym z nich mieszkał mój ojciec. Już wtedy z jego płucami zaczęło się dziać coś niedobrego, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Pochodził ze wsi; tam się dzieciom nie robiło badań, tak jak miastowym. Nikt się dzieciakami zbytnio nie przejmował. Tata po prostu ganiał całymi dniami z kolegami po „świeżym” powietrzu, i to było „zdrowo”. Potem także, niestety, nigdy o siebie przesadnie nie dbał. Nie miał odpowiednich przyzwyczajeń – nie przywykł regularnie chodzić do lekarza. Poza tym przecież długo czuł się dobrze – rak płuc często długo nie daje żadnych objawów, a kiedy się pojawią, często jest już za późno. Rodzice byli zszokowani diagnozą i faktem, że muszą się rozstać na zawsze. Mam ich ostatnie zdjęcie – tata, wymizerowany, półleży na szpitalnym łóżku, mama się do niego przytula. Doskonale wiedzą oboje, że to ich pamiątkowe, pożegnalne ujęcie. Uśmiechają się na nim, ale tylko ustami. Ich oczy są przeraźliwie smutne, pełne łez. Pamiętam pogrzeb, chociaż miałam wtedy tylko pięć lat. Wszyscy byli ubrani na czarno i płakali. Czułam przedziwny niepokój i chciałam wiedzieć, kiedy mój tata w końcu wstanie z tego dziwnego zamykanego łóżka, które bardziej przypomina szafę. Ale bałam się o to zapytać. Zostałyśmy z mamą same i ona ze wszystkich sił starała się wynagrodzić mi brak taty. Nauczyła się prowadzić samochód, chociaż jeszcze do niedawna utrzymywała, że za nic w świecie nie usiądzie za kółkiem. Zrobiła to tylko po to, aby zabierać mnie na wycieczki, tak jak kiedyś tata. On zawsze tęsknił za wsią i kiedy tylko mógł, wywoził nas z miasta. Do lasu, na łąkę. Teraz nie tylko tym, ale także naprawianiem mojego rowerka musiała się zająć mama. Pamiętam, jak się kiedyś męczyła, gdy próbowała zdjąć przebitą dętkę. Tata by tak zrobił, więc ona też. Śmiało mogę powiedzieć, że łączyła nas przyjaźń. I chociaż mama była prześliczna i dobra, nigdy nie myślała o innych mężczyznach. A przecież na pewno nie miałaby problemu z ponownym wyjściem za mąż. Wokół niej kręciło się wielu adoratorów. Niektórych nawet bardzo lubiłam, bo kupowali mi ładne zabawki. Dzisiaj wiem, że w ten sposób, przez hołubienie mnie, próbowali zaskarbić sobie uczucie mojej mamy. – Na to będzie jeszcze czas, teraz muszę zająć się wychowaniem Oli – powtarzała mama wszystkim, którzy się dziwili, że nie może sobie znaleźć drugiego męża. A ja wiedziałam, że po prostu bardzo tęskni za tatą. Obie za nim tęskniłyśmy, i to nas jeszcze bardziej ze sobą łączyło. Byłam bardzo związana z mamą i strasznie się bałam, że w moim życiu może jej zabraknąć. Jedno z rodziców już przecież straciłam i wiedziałam, co to znaczy. Los jednak nie mógł być tak niesprawiedliwy, aby zabrać mi drugie, prawda? Nieprawda… Pewnego dnia, a było to na dwa miesiące przed moimi dziesiątymi urodzinami, mama wróciła od lekarza cała zapłakana: – Jestem chora. Bardzo. Ale będę walczyć i zrobię wszystko, aby wyzdrowieć. Okazało się, że ma raka piersi. Jej choroba trwała miesiącami, mama była nią wymęczona. Pamiętam, że bardzo pomagała nam wtedy ciocia, siostra mamy. Przyjeżdżała do nas, na jakiś czas nawet z nami zamieszała, chociaż jej mąż nie był tym zachwycony. Kiedy mama zmarła, ciocia chciała mnie adoptować, tylko wujek się nie zgodził. Ostatnie miesiące choroby mamy to była dla mnie straszna trauma, bo jedyna najbliższa mi osoba na świecie leżała w szpitalu, i najczęściej była nieprzytomna. Kiedy odwiedziłam ją po raz ostatni, nawet mnie nie poznała. Kilka godzin później moja kochana mamusia już nie żyła. Trzeba przyznać, że dobrze trafiłam Niewiele pamiętam z dni po jej pogrzebie. Znalazłam się w domu dziecka, co było dla mnie kolejnym przeżyciem, ale tak naprawdę nie obchodziło mnie za bardzo, co się ze mną dzieje ani co się dalej stanie. Wiedziałam, że jestem sierotą, ale nie rozumiałam, że to ma swoje prawne konsekwencje. Długo stroniłam od innych dzieci. Wolałam siedzieć sama, ukryta gdzieś w kącie. Z czasem jednak zaczęłam rozmawiać z pewnym rodzeństwem, bliźniakami Anią i Tomkiem. Zbliżyłam się do nich pewnie dlatego, że oni także całkiem niedawno stracili rodziców. Zginęli oboje w wypadku samochodowym. Połączyła nas rozpacz, rozumieliśmy się bez słów. Płakałam, kiedy Ania i Tomek zostali adoptowani przez jakąś parę. Dyrektorka ośrodka myślała, że to z zazdrości, że oni znaleźli rodziców, a ja jeszcze nie. Ale to nie była prawda. W tamtym czasie nikt mi nie mógł zastąpić mamy i taty. Nawet o tym nie myślałam. Mimo to gdzieś tam, poza mną, zapadały dotyczące mnie decyzje. Rozgrywała się batalia o moją przyszłość. Z jednej strony moją zastępczą rodziną chciała zostać ciocia, tylko wujek wciąż się na to nie zgadzał. Z drugiej – zgłosiła się moja babcia ze strony ojca. Mało ją znałam, właściwie prawie wcale. Nie wiem, dlaczego tata nie utrzymywał z nią kontaktów, i pewnie się już tego nie dowiem. W sądzie pojawiło się także małżeństwo starające się o adopcję – i to jemu ostatecznie sąd powierzył opiekę nade mną. Oboje dobiegali już pięćdziesiątki i nie mogli mieć swoich dzieci. Starali się o nie do końca, aż lekarze uświadomili im, że nie mają na to najmniejszych szans. A o adoptowaniu niemowlaka nie mogli nawet marzyć, bo byli już na to za starzy. Naprawdę lubiłam ich oboje i myślę, że trafiłam dobrze, bo traktowali mnie jak rodzoną córkę. Dostałam od nich mnóstwo uwagi i miłości, i tylko dzieci w szkole przypominały mi o tym, że jestem adoptowana. Ale choć zapewne na to liczyły, nie raniło mnie to tak bardzo. Te dzieciaki nie rozumiały, że ja nadal kocham swoich prawdziwych rodziców i ci adopcyjni doskonale o tym wiedzą. Przy moim łóżku stały dwie fotografie. Mamy i taty z przeszłości oraz mamy i taty na przyszłość, bo do nich także się zwracałam w ten sposób. Proponowali mi, że mogę do nich mówić, jak chcę, także po imieniu. Ale ja chciałam czuć, że do kogoś znowu naprawdę przynależę. Tak jak inne dzieci. Wróciły dla mnie szczęśliwe dni. Mieszkałam u swoich przybranych rodziców już prawie dwa lata, kiedy na urodziny dostałam prezent – niespodziankę. W pięknie zapakowanym pudełku było mnóstwo słodyczy; wszystkie miały etykietki pisane po niemiecku Był także miś trzymający w łapkach wielkie serce. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, od kogo jest ten podarunek. Otworzyłam kolorową kartkę z życzeniami i ze zdumieniem odkryłam, że podpisana jest przez Anię i Tomka. To było wyzwanie, ale nie bali się Te słodycze i miś były od nich! Okazało się, że wraz ze swoimi adopcyjnymi rodzicami wyprowadzili się do Niemiec. Pisali, że w tym obcym kraju czuli się bardzo samotni, mimo że mieli siebie nawzajem. Ciekawi byli także, co się stało ze mną, dlatego postanowili mnie odnaleźć. Przesłali więc list do domu dziecka, w którym się spotkaliśmy, a dyrektorka zapytała moich rodziców, czy może podać rodzeństwu mój adres. Zgodzili się i dzięki temu mogłam nawiązać stały kontakt z moimi przyjaciółmi. Regularnie pisaliśmy do siebie listy, w których zwierzaliśmy się sobie ze wszystkiego. Mnie pierwszej rodzeństwo wyznało, że ich adopcyjni rodzice strasznie się ostatnio kłócą i zamieniają ich życie w piekło. Kiedy adoptowany ojciec zaczął bić Tomka, powiedziałam o tym moim rodzicom. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, czy oni potrafią im pomóc, ale nie miałam nikogo innego, komu mogłabym zaufać. A oni bardzo się tym przejęli. Od razu dali znać do ośrodka adopcyjnego, a dowodem w sprawie stały się moje listy, które wymieniałam z rodzeństwem. Sprawy potoczyły się potem dość szybko. Niemiecka policja w porozumieniu z polskimi funkcjonariuszami odebrała Anię i Tomka ich adopcyjnym rodzicom. Ci tłumaczyli się tym, że ostatnio mieli kłopoty finansowe i to one są przyczyną napięć w rodzinie. Ale przemocy to nie mogło przecież w żaden sposób usprawiedliwiać. Ania i Tomek po powrocie do Polski znów trafili do domu dziecka. Było mi ich strasznie żal. Wiedziałam, jak muszą się czuć; przecież ponownie stracili dom. Bardzo prosiłam moich adopcyjnych rodziców, żebyśmy zabierali ich do siebie przynajmniej na weekendy. Zgodzili się na to z ochotą i kamień spadł mi z serca. Uwielbiałam dni, kiedy do nas przyjeżdżali. Ja, jedynaczka, stroniąca na co dzień od dzieci, które lubiły dawać mi do zrozumienia, że jestem inna (czyli gorsza, bo adoptowana) – nagle miałam przy sobie najlepszych przyjaciół, którzy byli dla mnie niczym rodzeństwo. W weekendy rozkwitałam, co nie uszło uwadze moich rodziców. Nie słyszałam, jak się między sobą naradzają, trzymali to w tajemnicy. Ale pewnego dnia okazało się, że wystąpili o adopcję Ani i Tomka! Dyrektorka ośrodka trochę się im dziwiła. – Na pewno sobie państwo poradzicie z trójką? Nie jesteście już młodzi… – powiedziała z powątpiewaniem. – To nieważne. My kochamy te dzieci – oświadczyli oboje i to samo powtórzyli podczas rozprawy adopcyjnej. Sąd na szczęście im uwierzył. I tak Ania i Tomek zamieszkali ze mną i stali się moim rodzeństwem. Zżyliśmy się bardzo, każde z nas za pozostałe skoczyłoby w ogień. Dzisiaj, kiedy to wszystko wspominam, nie mogę się nadziwić, ile złych i dobrych niespodzianek zgotował mi los już w pierwszych latach mojego życia. Najpierw byłam jedynaczką, potem sierotą, by w końcu znaleźć się w rodzinie z trójką dzieci. I choć bywało trudno, miłości mi nie brakowało. Czytaj także:„Sąsiedzi śmiali się, że kobieta-sołtys nic nie wywalczy dla naszej wsi. Postanowiłam udowodnić niedowiarkom, że się mylą”„Teściowa obrzydziła mojej żonie macierzyństwo. Codziennie wytykała jej błędy i tłukła do głowy, że jest beznadziejną matką”„Nie chciałam żyć na kocią łapę, więc postawiłam facetowi ultimatum: ślub albo rozstanie. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła”

dlaczego nie mam szczęścia w miłości